Technologia świadomości, która pomaga lepiej zrozumieć samego siebie oraz otaczający świat.
 

Dlaczego nie wychodzi w związkach – czyli co warto wiedzieć o prawach uniwersalnych

Współcześnie wielu ludzi narzeka na to, że cały czas trafiają bądź to na kogoś, kto tak naprawdę go nie chce, bądź też samemu nie umie się zaangażować, kiedy ktoś jego z kolei obdarzy uczuciem. Trochę tak jak w bajce Brzechwy o czapli i żurawiu: kiedy jedno chce, to nie chce drugie. Niby oboje są ludźmi niezależnymi, wiedzącymi czego chcą, atrakcyjnymi. Teoretycznie wszystko powinno działać jak w zegarku. Niestety tak się nie dzieje. Dlaczego zatem, pomimo obopólnej chęci i dobrych intencji w takich związkach nie wychodzi?

Scenariusze w jakim owo „niewychodzenie” się przejawia są naprawdę bardzo różnorodne. Jest wiele miejsc, w których perypetie tego rodzaju są treścią przewodnią (na przykład kultowy już chyba blog pokolenieikea), opisywaną z epickim rozmachem i nierzadko opatrzoną naprawdę trafnymi wnioskami. Nie mniej jednak, jeśli o mnie chodzi, bardziej interesują mnie mechanizmy powstawania powyższych sytuacji, a nie szczegółowa analiza towarzyszących im perypetii. Jeden z takich mechanizmów oraz ilustrujący go przykład, przytoczę w dalszej części tego opracowania.

Celem niniejszego tekstu jest to, byś zrozumiał, Czytelniku, że jeśli człowiek posługuje się świadomością potoczną oraz myśleniem powszechnie uznawanym za „racjonalne”, to niestety jest wystawiony na pastwę sił i mechanizmów, których praktycznie w ogóle nie rozumie i wobec których pozostaje bezsilny. Jeśli chce się uniknąć bycia ich ofiarą, w tym miejscu warto zadać sobie pytanie: a może jest coś istotnego o czym nie wiem, co tej pory nie było przeze mnie brane pod uwagę? Takie nastawienie pomoże dotrzeć do źródeł zasygnalizowanej tu sytuacji.

Prawa uniwersalne – czyli co kieruje naszym życiem

Często mówi się, że wybieramy sobie partnerów, którzy przypominają nam nasze matki lub ojców. I faktycznie często tak się dzieje. Nie mniej jednak, w 95% przypadków tacy partnerzy najczęściej służą temu, by pomóc nam oczyścić występujące w naszej psychice zakłócenia, potocznie uznawane za standard i „normalność”, a które są de facto źródłem naszych licznych cierpień.

Fakt, że ludzie uznają coś za „normalne” i „oczywiste” nie oznacza bowiem, że jest to zgodne z mechanizmami wg których działa życie – czyli z prawami uniwersalnymi. Są to prawa, które wyznaczają rytm i cykle istnienia oraz ustawiają „świat” w taki sposób, by animował sekwencją dotykających nas zdarzeń, w sposób umożliwiający uświadomienie sobie tych prawideł.

Prawa uniwersalne dotyczą dosłownie każdego aspektu naszego życia, nie tylko związków i relacji. Nie mniej na ich przykładzie, chciałabym Wam przybliżyć, w jaki sposób działają oraz jak można za pomocą analizy o nie opartej wyłuszczyć, jaki jest głębszy sens tych ciężkich zdarzeń, które przeżywamy.

Wszystko ma swoją kolejność

Prawa uniwersalne mają to do siebie, że jeśli ktoś ich nie dostrzega i nie honoruje, to w pierwszej kolejności nasza własna psychika będzie dążyła do tego, byśmy je sobie uprzytomnili oraz zaczęli wieść życie w oparciu o nie. Celem tego, podświadomie przyciągamy do siebie takie zdarzenia, dzięki uczestnictwu w których będziemy mogli:

-> zdiagnozować realnie nasz stan

-> odnaleźć ogniska zapalne w naszej psychice i rozwiązać je

-> odkryć działanie danego aspektu prawa uniwersalnego, którego

istnienia nie mieliśmy do tej pory w świadomości

-> zweryfikować naszą dotychczasową postawę i wybudować ją na

nowych, zdrowych fundamentach, uwzględniających uniwersalne

mechanizmy

Wydarzenia takie najczęściej noszą charakter traumatycznych, gdyż zazwyczaj zostają one uruchomione w momencie, w którym nazbiera nam się odpowiednia ilość „wykroczeń”, kiedy to dany mechanizm zostanie nadwyrężony i przeciągnięty do granic możliwości.

Owe czyszczące zdarzenia, ZAWSZE będą więc miały pierwszeństwo przed tymi, które umożliwią doświadczenie tzw. szczęścia.

Życie działa bowiem w ten sposób, że wbrew pozorom broni się przed powielaniem dysfunkcji i błędów. Psychiczne „czopy” i stany zapalne można postrzegać właśnie w takich kategoriach. Dlatego podświadomie zawsze robimy do nich korekty – czyli przyciągamy/stwarzamy zdarzenia, w ramach których będziemy mogli owe dysfunkcje rozpoznać i trwale się ich pozbyć. Więcej na temat tego, jak sobie z tym radzić, znajdziesz w TYM ARTYKULE.

To czego nie naprawili dziadkowe, z tym borykają się dzieci i wnuki

Prawa uniwersalne bardzo dobrze widać na przykładzie działania rodzin. Często jest bowiem tak, że to, czego nie „wyczyścili” nasi rodzice czy dziadkowie, spada później na nas. Nieprzepracowana treść jest więc niejako „przesuwana” w czasie, po linii rodowej, by w końcu znaleźć „nosiciela”, który będzie ją w stanie uzdrowić. Takimi treściami mogą być na przykład nieudane małżeństwa, rozwody, poczucie porzucenia przez rodziców itd.

Ogólnie jest tak, że obecność jakiejś treści wymagającej oczyszczenia, wiąże się z zaistnieniem określonego scenariusza wydarzeń, w którym będzie się ona mogła pokazać.

Owe scenariusze – jeśli treść jest nieoczyszczona – przejawiają się poprzez łudząco podobne wydarzenia. Na przykład: mężczyźni w danej linii rodzinnej zawierają nieszczęśliwe małżeństwa, wyrażające się chłodem i niezrozumieniem między partnerami. Bez względu na to, ile razy by się nie rozwodzili i nie wiązali ponownie – sytuacja się powtarza. Jaki jest zatem jeden z możliwych scenariuszy, zgodnie z którym może do takiej sytuacji dojść?

Czytanie przestrzeni

Powiedzmy, że w pewnej hipotetycznej rodzinie, mamy mężczyznę, nad którym wisi „rodowa klątwa” nieudanych małżeństw. Na potrzeby naszej analizy dysponujemy informacjami z których wynika, iż wypiera on nadużycie, jakie w dzieciństwie popełniła względem niego matka. Polegało ono na tym, że nie mając wsparcia w swoim mężu, podświadomie obsadziła go (czyli swego syna), w roli własnego partnera. Dziecko przyjęło tą rolę na siebie, podświadomie kodując sobie wynikającą z niej informację o treści: „mam już żonę – jest nią moja mama”.

Chłopak dorasta i oczywiście nie jest świadomy swojego stanu wewnętrznego, w którym oprócz poczucia bycia zaślubionym swojej matce, mieszczą się również odczucia i emocje takie jak: obciążenie, wykorzystanie, dźwiganie ciężaru przerastającego własne możliwości, żal o to, że nie mógł funkcjonować w roli dziecka, którego potrzeby są zaspokajane – gdyż sam musiał zaspokajać potrzeby matki itd. Ta treść jest oczywiście przez niego wypierana – można powiedzieć, że w symboliczny sposób staje się ona elektronem, który odłączył się od atomu.

Kiedy atom zostaje pozbawiony swego elektronu, staje się kationem – jonem dodatnim. W przyrodzie jony dodatnie mają zwyczaj wiązać się z jonami ujemnymi – anionami – czyli atomami, które przyjęły na siebie większą ilość elektronów, niż posiadają protonów (cząstek elementarnych o ładunku dodatnim). W analizowanym układzie relacyjnym, anionem jest człowiek, który przyjął na siebie ową wypartą treść, symbolizowaną przez elektron.

Zgodnie z prawami uniwersalnymi, wszystko dąży do „wyrównania” danego stanu. Zauważmy więc, że taki symboliczny układ kation-anion ma sumaryczny ładunek równy „0”. Nie mniej wewnątrz niego zachodzą gwałtowne reakcje chemiczne, których uczestnicy na pewno nie określiliby mianem neutralnych.

Różne warianty życiowych scenariuszy, opartych o te same treści

Ów psychiczny elektron niesie w sobie wypartą treść, która jest wielowątkowa i wielowymiarowa. Dlatego też, kiedy dokonuje on instalacji „anionowych”, nie są one za każdym razem jednoznaczne. Innymi słowy: z każdą kolejną osobą odsłania się inny jego aspekt. Nasz bohater może więc lgnąć ku dwóm (z grubsza) typom kobiet:

WARIANT PIERWSZY

Takich, które nie chcą z nim być. W tym scenariuszu on się stara, daje z siebie wiele – a one go nie szanują, zdradzają i w końcu odchodzą. Niniejsza sytuacja jest odzwierciedleniem treści pt.: „nie chcę wiązać się z żadną kobietą, ponieważ mam już żonę (mamę), wobec której jestem lojalny”. Trafianie na kobiety, które nie chcą być z naszym bohaterem, jest transpozycją (przekształceniem) odwrotną wymienionych wcześniej danych. To nie my odrzucamy, lecz ktoś odrzuca nas, pokazując nam treść odrzucenia innych partnerek niż matka, jaką w sobie nosimy. W tym wariancie to nosiciel powyższej treści staje się obiektem odrzucenia. Wówczas na wierzch wychodzą takie kwestie jak m.in. cały żal, jaki podświadomie nasz bohater żywi do matki, który może być odczuty dzięki „niewdzięcznemu” zachowaniu partnerki.

W tym przypadku – nasz mężczyzna utwierdza się w przekonaniu, że kobiety są podłe i niewdzięczne. Nabiera do do nich podejrzliwości i im nie ufa. W sumie, sądząc po wydarzeniach jakiego spotkały – trudno o inne wnioski. 

WARIANT DRUGI

Druga kategoria kobiet, z którymi spotyka się nasz bohater to te, które chcą z nim tworzyć związek, lecz on nie chce być z nimi, a przynajmniej nie jest do tego w 100% przekonany. Wówczas sytuacja jest odwrotna. Ona o niego zabiega – a on nie jest do końca pewien, czy chce się w ten związek angażować. W takim przypadku mamy do czynienia z transpozycją prostą danych. Mężczyzna ten wchodzi tu niejako w rolę „odrzucenia”, a obiektem odrzucanym staje się jego partnerka. Sytuacja tego rodzaju może być nieco łagodniejsza w przebiegu dla naszego bohatera, ponieważ w bezpośredni sposób wskazuje, na treść owej podświadomej lojalności względem matki, jednak nie wydobywa od razu pozostałych (dotyczących żalu związanego z wykorzystaniem) – kwestii. Ten scenariusz jedynie odracza w czasie konfrontację z własną psychiczną raną.

Niestety, takie związki często kończą się małżeństwem. No bo w końcu związać się z kimś trzeba, a tylko taka osoba mnie chce (zważywszy na wcześniejsze doświadczenia z wariantu pierwszego). A lepiej być z kimś niż samemu, prawda? Jednakowoż w takim małżeństwie, w którym brakuje prawdziwego zaangażowania i miłości, mężczyzna staje się nieobecny. Nie stanowi dla swojej kobiety praktycznie żadnego wsparcia.

Zrozpaczona kobieta przelewa wówczas całą swoją miłość na syna, którego niechcący obsadza w roli swojego „małego mężczyzny”. Podświadomie wychowuje go tak, by był dla niej takim partnerem, jakim nie był dla niej jego ojciec. Oczywiście jest to nadużycie wobec dziecka, ponieważ zostaje ono obsadzone w rodzinnej roli, której w żadnym razie nie powinno pełnić. Skutkuje to w przyszłości daleko posuniętymi konsekwencjami, odciskającymi swe piętno na jego przyszłych współmałżonkach oraz dzieciach.

O takich mężczyznach mówi się często, że nie odcięli pępowiny, bądź też wiszą na „cycku mamusi”. Silne związanie z matką często przekłada się na zaniedbywanie własnej rodziny. Kiedy mama (teściowa) potrzebuje pomocy – są zwarci i gotowi zerwać się nawet w środku nocy, by pospieszyć jej z pomocą. Jednak kiedy analogicznego wsparcia oczekuje małżonka – zdają się jakoś tego w ogóle nie dostrzegać. 

Widzimy więc na tym przykładzie, jak zaklęte koło się zamyka – treść przenosi się z pokolenia na pokolenie – zmieniając jedynie swoich „nosicieli” i wyrażając się w nieco innych inscenizacjach. Stąd też późniejsze przekonania, że w naszej rodzinie to jest zawsze tak i tak, o czym młodsze pokolenia dowiadują się od swoich babć oraz ciotek.

Nic nie jest przypadkowe

Wróćmy na moment do relacji damsko – męskich i zauważmy tu jeszcze jedną ważną rzecz. Owo wiązanie jonowe nie jest tutaj nigdzie przypadkowe. Ponieważ w relacji numer jeden kobieta wchodzi w rolę analizowanego mężczyzny z sytuacji numer dwa i odwrotnie. Można więc powiedzieć (oczywiście w dużym uproszczeniu), że partnerki naszego bohatera, posiadają analogiczny problem, tylko ze swoim ojcem – są mu podświadomie niejako „zaślubione”. Z tego wynika, że ludzie nie wiążą się przypadkowo. W pierwszej kolejności ich wybór padnie na takich partnerów, którzy pomogą im wydobyć na powierzchnię podświadome treści, takie jak (w tym wypadku) nadużycia matek względem swoich synów, czy też ojców względem córek.

Relacje tego rodzaju nie należą do najprzyjemniejszych, chociaż często mogą w początkowej fazie mieć w sobie coś z trudnej do powstrzymania fascynacji oraz „magii”. Ich celem niestety nie jest jednak scenariusz pt. i żyli długo i szczęśliwie, lecz w dosłownym tego słowa znaczeniu – uzdrowienie naszych psychicznych ran. Takie magnetyczne przyciąganie ma miejsce z poziomu warstwy syntonicznej w osobowości człowieka, o czym więcej pisałam w artykule o zwierzęcości człowieka.

Oczywiście można powiedzieć, że w każdej relacji pojawiają się kryzysy. Trudno się z tym nie zgodzić. Nie mniej w sytuacjach, gdy nasi partnerzy zostali przez nas świadomie wybrani celem oczyszczenia się z głęboko ukrytych, psychicznych ran i zastojów, często w relacjach takich jest produkowana taka ilość cierpienia i wzajemnie wyrządzanej sobie krzywdy, że nierzadko ciężko znaleźć na nie sędziego. Wszystkie toksyczne relacje – z alkoholikami, przemocowcami, narcyzami itd., zazwyczaj kwalifikują się do takich właśnie „leczniczych” kompresów. Należą do nich również związki, w których konflikt narasta po cichu, odkłada się latami – by w końcu wybuchnąć w jakimś niespodziewanym scenariuszu zdrad, bądź też permanentnego chłodu i dystansu, które z zewnątrz trudno dostrzec.

Proces realnego uzdrawiania

Prawdziwe rozwiązanie powyższych problemów nie leży jednakowoż li tylko w zmianie partnera. Realne uwolnienie się od tego typu zjawisk, polega na odnalezieniu ich głębokiej przyczyny, owej oklątwionej mumii (wypieranego elektronu), która leży zakopana głęboko w podświadomości, na myśl o której pada na nas blady strach. Jeśli jej nie zidentyfikujemy i nie zneutralizujemy, z każdym kolejnym związkiem problem będzie się odradzał – tak jak roślina, której nie usunięto wraz z korzeniami.

Trzeba więc niestety taką mumię wyciągnąć spod ziemi, przyjąć na siebie wszystkie klątwy jakie ze sobą niesie oraz ostatecznie się jej pozbyć. W przypadku naszego bohatera ową mumią jest ogromne poczucie krzywdy, które przeżywał jako mały chłopiec i z którym sobie nie poradził. Już samo dostrzeżenie faktu, że taka rana w nas jest – robi bardzo wiele, gdyż danie uwagi owemu skrzywdzonemu, wewnętrznemu chłopcu sprawi, że przestanie się on do nas dobijać poprzez rujnujące wydarzenia zewnętrzne, próbując za wszelką cenę uzyskać uwagę naszej świadomości.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma miłości bez odpowiedzialności. Jednak niewiele się mówi o tym, że ową odpowiedzialność w pierwszej kolejności trzeba wziąć za samego siebie. Rzeczywistość działa bowiem inaczej, niż mówią o tym powszechne wyobrażenia. To nie jest tak, że to napotkane zdarzenia czy ludzie TWORZĄ w nas dane emocje lub odczucia. Oni/one je wywołują. A jak sama nazwa wskazuje – wywołać coś, to co innego niż owo coś stworzyć. Perypetie, które nas dotykają, są jak klisza, na której wcześniej zapisany obraz, wyłania się pod wpływem wyzwalacza – czyli osoby, która „pasuje do naszego scenariusza”, do roli, w której chcemy ją (podświadomie) obsadzić. Roli, która ma na głębszym planie za zadanie – zwrócenie owego zagubionego elektronu – atomowi, który go od siebie odepchnął. Osoby te są posłańcami informacji dla nas przeznaczonych. Pytanie brzmi tylko, czy będziemy w stanie ową wiadomość trafnie odczytać, przyjąć i konstruktywnie wykorzystać w procesie wzrostu własnej świadomości.

Zaciekawiła Cię ta treść? Chcesz otrzymywać informacje o najnowszych wpisach?

Drukuj
Latest comments
  • Pozostaje pytanie – co czynić kiedy już odkryjemy dany wzorzec i weźmiemy za niego odpowiedzialność?
    Otoczyć miłością skrzywdzone dziecko w nas?
    Być czujnym w przypadkach odkrywania kolejnych ‚warstw cebuli’ danej rany i bez ustanku wchodzić w stan bezwarunkowej miłości?
    Może pozwolenie Stwórcy zadziałać w nas aby wypełnić nas miłującą świadomością?

      • Dziękuję za te wyjaśnienia, fakt, miłość uniwersalna to wzniosła sprawa, trochę jak oszlifowany diament który doskonale rozszczepia światło na kolory 😉
        Jestem bardzo zainteresowany tą ‚oddzielną rozprawą’ 🙂 na pewno będzie to wielce korzystne dla odbiorców

        • Zgadzam się z tym człowiekiem i dziękuję Ci rafal ze to udostępniłes. Ja również jestem zainteresowany!!

          nie wiem czemu pisząc ten komentarz wsyatko jest dużymi literami.

          • Tak właśnie myślałem ze tylko wprowadzanie treści jest dużymi literami.
            *Rafał

  • „Każde doświadczenie, z którego zostały wyciągnięte trafne, uczciwe wnioski…” – i tu zaczynają się schody – strome i kręte. Bo, o ile obserwacja emocji jakie towarzyszą obecnemu doświadczeniu, i przyznanie, że są ona „odpalone” z podświadomości przez WYDARZENIA z przeszłości jest kwestią pewnej praktyki. o tyle wyciąganie trafnych, uczciwych wniosków może wydawać się niemożliwe dla kogoś, kto nie wiele pamiętam z dzieciństwa. Jak zatem może pracować taka osobowość, która swoje doświadczenia ZEPCHNĘŁA tak głęboko w podświadomość, że nie potrafi powiązać ODCZUWANYCH emocji z doświadczeniami, których istnienia nie jest świadoma?

LEAVE A COMMENT