Technologia świadomości, która pomaga lepiej zrozumieć samego siebie oraz otaczający świat.
 

Do czego służysz narcyzowi? O narcyzmie strukturalnie – kawa na ławę

Ale dosyć już o mnie – porozmawiajmy o Tobie. Jak ci się podobam?” – z rozbrajającą szczerością powiedział Johnny do pięknej dziewczyny, z którą był na randce. Nietrudno się domyślić, że spotkanie skończyło się błyskawicznie, a twarz Johnnego zdążyła się w międzyczasie, w bolesny sposób zaprzyjaźnić z torebką swojej towarzyszki.

Powyższa anegdota pochodzi z kreskówki pt. Johnny Bravo, emitowanej za czasów mojej młodości na kanale Cartoon Network. Bajka ta opowiadała o pewnym młodym, zapatrzonym w siebie osiłku, który mimo przekonania o własnej wspaniałości, nie mógł znaleźć sobie dziewczyny. Jedynymi kobietami, które z nim wytrzymywały, były jego matka oraz sześcioletnia sąsiadka – Suzie. Na tamten czas kreskówka ta była dla mnie popołudniową rozrywką, nie mniej teraz myślę, iż w sposób dosłowny, acz zabawny, opowiadała o narcyzmie młodego człowieka oraz jego skutkach.

Ludzi o takim rysie osobowości wydaje się pojawiać dziś w społeczeństwie coraz więcej. Jak to się jednak dzieje, że osoby te są tak bezgranicznie skupione na sobie oraz bardziej głuche niż pień, na te informacje z otoczenia, które nie potwierdzają „wspaniałości” ich wizerunku?

Mając na myśli narcyzm, mówimy o swego rodzaju pęknięciu w osobowości, z którego sam narcyz nie zdaje sobie sprawy. Technicznie rzecz ujmując, nie ma on kontaktu z własnym wnętrzem, z tym co właściwie przeżywa. Gwoli ścisłości – nie tylko osoby narcystyczne mają problem ze zrozumieniem swego wewnętrznego świata. Nie mniej w ich przypadku, nosi to o wiele bardziej zaostrzony charakter, jest swego rodzaju hiperbolą tego zjawiska. Ów zaostrzony stan sprawia, że narcyzm w wielu przypadkach podchodzi już nie tylko pod cechę osobowości, a jej zaburzenie – i o tej drugiej jego odmianie traktuje niniejszy tekst.

Jest wiele felietonów, dotyczących tego, w jaki sposób powstaje i czym się charakteryzuje narcyzm. Można o nim między innymi doczytać o tym tutaj: Link

W swojej wypowiedzi chciałabym się jednak skupić na tym, czym to zjawisko cechuje się na poziomie strukturalnym w osobowości oraz kim de facto dla narcyza jest jego otoczenie społeczne. Narcyzm jest bowiem skrajnym, lecz jeszcze umożliwiającym życie w społeczeństwie, przypadkiem dezintegracji osobowości, czerwoną lampką alarmową, mówiącą:

Ludzie, idźcie po rozum do głowy i zastanówcie się, co z sobą robicie, bo jak dalej tak pójdzie, to obudzimy się niebawem w uznanym za normalność – psychiatryku.

 

Rzut oka na strukturę osobowości

Zanim zacznę się przyglądać strukturalnym cechom narcyzmu, chciałam pokrótce omówić, jak wygląda osobowość, która spełnia psychologiczną tzw. „normę”. Owa norma – z tej perspektywy, którą przedstawiam, nie jest (moim zdaniem) wyrazem organicznego zdrowia oraz kohezji w osobowości. Jest jednak pewnym kompromisem, który umożliwia nam przetrwanie w warunkach współczesnego świata. Jeśli mielibyśmy nałożyć to na kalkę metafory góry lodowej, którą posługiwał się Freud, u przystosowanej, wypełniającej „normę” społeczną jednostki, wyglądałoby to mniej- więcej tak:

Zauważmy, że model ten składa się z trzech części: z nieświadomości, tożsamości dziennej (EGO) oraz persony, czyli swego rodzaju maski, czy też nakładki na pozostałą konstrukcję, która jest odpowiedzialna za nasze relacje z otoczeniem społecznym. Niebieska gwiazdka wskazuje obszar, w którym mieści się ośrodek tożsamości danej jednostki. W tym przypadku jest to dzienna świadomość – którą zamiennie określam jako EGO.

W przypadku osoby o narcystycznym modus operandi, sprawa przedstawia się odrobinę inaczej. To o czym mówię, jest zawarte na kolejnym rysunku. Po pierwsze, akcent tożsamości jest tu przesunięty z EGO na personę. Widać również wyraźnie, że elementy je łączące (beżowa, rozmazana poświata), są znacznie węższe niż na rysunku powyżej. Ma to związek z faktem, że u narcystycznych osób, pierwsze skrzypce gra element najbardziej zewnętrzny, który absorbuje sumę wrażeń oraz opinii, jakie ludzie żywią pod adresem danej jednostki – czyli persona.

Wyobraźmy sobie teraz, że nasza osobowość jest rośliną, po której krążą życiodajne soki. Im bardziej zewnętrzne obszary muszą one zasilić, tym bardziej pozostałe są niedokarmione, więc zaczynają się nadwątlać. System osobowości ma już mocno pod górę w momencie, w którym tożsamość spoczywa na EGO. Jednak sytuacja pogłębia się – gdy główny akcent tego kim jesteśmy, stawiamy na tym, w jaki sposób odbierają nas inni ludzie, jak nas widzą oraz jakie mają zdanie na nasz temat.

Z uwagi na fakt, że odżywcze soki, krążące po osobowości, mają problem z dotarciem w obszar persony, cały system musi wykombinować wówczas innego typu „zasilanie”. Staje się nim zewnętrzna, ludzka uwaga i to nie tyle, że żywiona w jakikolwiek sposób. Abu dobrze odżywić taką fasadę, by móc w niej „mieszkać” komfortowo i wygodnie, potrzebna jest nieustanna afirmacja otoczenia – czyli zachwyt, podziw oraz uwielbienie.

Nosiciel Intruzji

Tutaj pojawia się bardzo ważna sprawa. Jeśli prześledzimy rysunek nr 2, zauważymy w systemie osobowości narcystycznej obszar, zaznaczony na zielono. Wygląda on trochę jak wypełnienie, bądź „płaszczyk”. Z narcyzami jest bowiem tak, że ich osobowość z jednej strony „rozciąga się”- przez to, że „mieszkają” w swojej fasadzie, z drugiej – nadwątla (beżowa poświata między poszczególnymi elementami: nieświadomość – EGO – persona). Dlatego też, aby cały system  się nie rozpadł – powstaje owo zielone wypełnienie, które spełnia funkcje stabilizatora. Ogólnie można powiedzieć, że składa się ono z całej sieci mechanizmów obronnych (wyparć, zaprzeczeń itd.), którymi posługuje się narcystyczna osoba, służących temu, by podtrzymać istnienie fasady i nie dopuścić do siebie treści jej przeczących. Osoby spełniające psychologiczną normę, również są w tego rodzaju mechanizmy wyposażone. Jednak u narcyza sieć ta jest o wiele bardziej gęsta, zwarta oraz skomplikowana.

Kiedy narcyz jest jeszcze młody, pełni ona funkcję powstrzymującą cały system osobowości przed rozpadem i dezintegracją. Jednak w miarę wzrostu dojrzałości jednostki, wypełnienie to, w pewnym przenośnym sensie, usamodzielnia się i zaczyna funkcjonować jako osobny  podsystem. Ma to związek z faktem, iż sieć informacyjna (wyparć i zaprzeczeń), składająca się na owo wypełnienie, jest na tyle gęsta, że powstaje z niej coś na kształt sztucznej inteligencji. Ów twór zaczyna z czasem wieść swą własną, autonomiczną politykę i dąży do tego, by tworzyć uzasadnione powody dla podtrzymywania swojej egzystencji (takie „drugie EGO”). Dalej będę nazywać go Intruzją, a osobowość, w której się zagnieżdża – Nosicielem.

Źródło narcystycznej przewagi

Intruzja chroni więc młodego narcyza przed rozpadem osobowości, by wraz z jego wzrostem, stać się dlań źródłem siły, inteligencji, polotu czy pracowitości – tego wszystkiego co pozwala mu skutecznie budować budzącą podziw fasadę. To właśnie jej „czułki” odbierają niczym radary, co partner danej interakcji chciałby usłyszeć, bądź też miejsca, w którym tkwią jego największe słabości.

Myślę, że osoby, które miały do czynienia z narcyzami, doskonale wiedzą, że są to osoby, które – zwłaszcza na początku - potrafią powiedzieć dokładnie to, co chcielibyśmy słyszeć. Zachowują się w sposób, który wydaje się być wyjęty z żurnala naszych marzeń. W ich towarzystwie czujemy się ukojeni, zachwyceni tym, że w końcu los się do nas uśmiechnął i podesłał nam tak wspaniałego, godnego podziwu człowieka, który wydaje się w końcu zrealizować wszystkie potrzeby, których nie zaspokoili nasi rodzice, czy też dotychczasowi partnerzy. I są w tym wszystkim tak doskonale przekonujący, że jedyne sensowne, co przychodzi nam do głowy - to zawierzyć im swoje własne życie.

Wszystkie wskazówki odnośnie tego, jak wywołać na innych tak piorunujące wrażenie, narcyz uzyskuje dzięki swojej osobowościowej Intruzji. Pomaga ona złapać mu Ofiarę w sieć swojego wpływu. Tak omotany człowiek, na samym początku znajomości, zaczyna naszego narcyza wielbić oraz w jakiś sposób się od niego uzależniać. Technicznie rzecz ujmując, owo uwielbienie dotyczy jednak narcystycznej fasady, choć Ofiara początkowo nie zdaje sobie z tego sprawy.

Warto tu zaznaczyć, że prawdziwa, realna, acz okaleczona tożsamość naszego narcyza, w zasadzie nic na tym nie korzysta. On sam jest głęboko pogrążony we wstydzie oraz cierpieniu, z którego kompletnie nie zdaje sobie sprawy. Uwagą otoczenia natomiast odżywia się jego Intruzja, która dzięki niej rośnie w siłę. Absorbując uwagę i zachwyt płynące z otoczenia, wyposaża się w coraz to nowsze umiejętności oraz uczy się wywierania wpływu, już nie tylko na pojedynczych partnerów interakcji, lecz nierzadko również na szersze grupy społeczne.

Do czego służysz narcyzowi?

Jest mało powiedziane, że związki z narcyzami nie należą do najłatwiejszych. Są one uzależniające, pochłaniające i przytłaczające. Myślę, że pomocne może być tutaj zdanie sobie sprawy z tego, jak w zasadzie widzi cię tego typu człowiek, a właściwie sterująca nim Intruzja. W telegraficznym skrócie: on cię po prostu nie dostrzega. Niestety – istniejesz dla niego (a w zasadzie dla Intruzji), jedynie w kategoriach zasilającej baterii, bez względu na to, jak gorąco by nie zapewniał o swojej  miłości do ciebie.

Narcyz, jako Nosiciel dodatkowego lokatora, jest w pewnym sensie taką samą jego Ofiarą, jak Ty. Intruzja bowiem animuje całym zestawem narcystycznych zachowań swojego Nosiciela tak, by utrzymać Ofiarę w zależności od siebie.

Dzięki temu, utrzymuje zamieszkałą przez siebie osobowość w stanie niezmienionym – czyli z głównym akcentem tożsamości położonym na personie. Systemowi osobowości nadal więc grozi rozpad (patrząc od strony strukturalnej), co uzasadnia jej – Intruzji – dalszą konieczność występowania. Mechanizm ten przypomina zaklęte koło, z którego nie ma wyjścia.

Kolejną mało miłą rzeczą, którą trzeba tutaj powiedzieć sobie jasno i wprost to fakt, że osoby narcystyczne zachowują się w zasadzie jak wampiry. Oczywiście nie zdają sobie z tego sprawy i nie robią tego świadomie. W pewnym sensie są niejako opętane przez intruzyjny podsystem własnej osobowości. Skutkiem jej obecności, dosłownie „wysysają”, czy też osłabiają ludzi ze swojego otoczenia, na takiej samej zasadzie, jak filmowi Nosferatu czy Drakula.

Wampiryzowanie to jest o tyle trudne do wykrycia, gdyż odbywa się ono w zasadzie na poziomie nieświadomym, zarówno dla Nosiciela, jak i dla jego Ofiary.

Ofiara czuje początkowo, że coś jest nie tak, jednak w życiu zewnętrznym jeszcze nie potrafi zidentyfikować poszlak, które potwierdzałyby jej przypuszczenia. Kiedy partner nas bije, nadużywa alkoholu, czy adresuje pod naszym adresem obelgi – nikt nie ma wątpliwości, skąd bierze źródło nasza krzywda. Jednak z narcyzem nie jest tak łatwo. Narcyzm to psychiczne rany, zadawane z ogromnym wyrafinowaniem, w białych rękawiczkach, w miejscach zwykle zakrywanych przez ubranie. To jak funkcjonowanie z wampirem, który w nocy chłepcze twoją krew, poczym rano, z pełnym przejęciem zastanawia się, skąd wzięły ci się ślady ukąszeń na szyi, opatrując je zimnym okładem, jednocześnie nie zapominając opowiedzieć przy tym sąsiadom, jak bardzo się o ciebie nie martwi i nie troszczy.

Mechanizmy narcystycznej kontroli

Bardzo ciekawą kwestią jest mechanizm łapania w pułapkę oraz sama dynamika zależności Intruzja – Nosiciel – Ofiara. Po usidleniu Ofiary, rozpoczyna się proces jej omotywania, czyli przejmowania władzy oraz kontroli nad tym, w jaki sposób powinna ona patrzeć nie tylko na narcyza, lecz również na otaczający ich świat. Przekrój praktyk, jakie potrafi tu zastosować narcyz, jest doprawdy imponujący.

Z grubsza można określić, że robi on wszystko, by wyglądać w oczach innych ludzi atrakcyjnie oraz korzystnie. Z największą pieczołowitością dba o nienaganność swego zewnętrznego wizerunku: zawsze jest najbardziej starającym się ojcem, matką, szefem, przyjacielem. Stąd też trudno potem, by ktoś nam, jako jego np. partnerom czy dzieciom wierzył, jaki ów narcyz tak naprawdę jest. Bowiem jeśli nawet ktoś zaczyna przebąkiwać o tym, że ten król jednak nagością świeci – na owego nieszczęśliwca czeka już cały arsenał metod, mających na celu sprowadzenie jego percepcji na właściwe „tory”.

Początkowo mogą one przybierać formy mniej lub bardziej nachalnej perswazji, by z czasem przejść w wywoływanie poczucia winy, szantaże emocjonalne, aż po różnego rodzaju pomówienia oraz intrygi, mające na celu „zniszczenie cię”, bądź dyskredytację w oczach innych ludzi.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż działania takich osób są nad wyraz subtelne. One nie powiedzą nam wprost, że jesteśmy kimś złym. One sprawią, że będziemy tak się czuć i sami dochodzić do wniosku, że coś z nami jest nie tak. O to, byś za bardzo nie wybijał się na niepodległość, dba narcyz, bądź to wpędzaniem cię w poczucie winy, bądź też odpowiednim nastawianiem otaczających was ludzi. Tym ostatnim najczęściej są serwowane opowieści o tym, jak bardzo nasz narcyz się nie stara i z jaką niewdzięcznością się z twojej strony spotyka. Dla podparcia swej wiarygodności, w międzyczasie wykona w ich stronę jakiś wspaniałomyślny gest, drobną przysługę w rodzaju: podwiezienia kogoś, może zorganizowania komuś pracy poprzez swoje znajomości i koneksje. Po takich zabiegach, twoje przebąkiwania o tym, że jednak  relacje z tym człowiekiem nie są tak różowe, jakby się wydawało, spływają po rozmówcach jak po kaczce.

Zatem kiedy wszystkie niemal przyjaciółki, ciotki, wujkowie wraz z Twoją własną matką, zaczynają ci śpiewać codziennie: „no co ty chcesz od Robercika/Irenki, przecież on/a się tak bardzo stara i dba o ciebie”, wówczas zaczynasz sam/a wątpić w to co widzisz i czujesz. Może faktycznie czepiasz się biedaka/biedaczki i wywraca ci się w czterech literach od nadmiaru szczęścia?

Projekcja

Nagminnie stosowane przez narcyzów narzędzie kontroli, to projekcja. Jest ona mechanizmem psychicznym, który w skrócie polega na wyrzucaniu swoich własnych śmieci do czyjegoś ogródka. Projekcji można dokonywać zarówno na jednostki, jak i na całe grupy:

Zatem – gdybyś nie wiedział – to ty ograniczasz naszego biednego narcyza w jego ekspresji, mówiąc mu, że nie kupujesz już jego opowieści i prosząc, by skończył swe niekończące się wywody na swój własny temat. Fakt, że on cały czas opowiada ci o sobie, nie podejmując właściwe żadnego innego wątku (np. dotyczącego ciebie) – jest wyrazem jego wolności, którą ty bezczelnie mu odbierasz. I w dodatku go nie rozumiesz.

Twój narcystyczny partner robił biznesy, które mu nie wyszły? Liczył firmę (przedłużenie swojego ja), a nie opłacalność jej działania? Zadłużył się po uszy u rodziny, czy waszych wspólnych znajomych, wpędził was w ruinę finansową oraz wizerunkową? Pamiętaj: to że oszukiwał, motał innym ludziom, wyłudzał od nich pieniądze – nie ma żadnego znaczenia. Bo gdyby gotówkę miał, to by nie robił tak jak robił, albo natychmiast uregulował należności. Poza tym, to ludzie go oszukali, wykorzystali jego szlachetne intencje. Twoim zadaniem jest współczuć mu w jego losie oraz wspierać emocjonalnie, finansowo – jakkolwiek by sobie tego nie życzył, bo przecież on to wszystko robił „dla was”, a ty, mając do niego pretensje, zachowujesz się jak zwykły niewdzięcznik/niewdzięcznica.

Brzmi znajomo? 😉

Bolesna nauka samodzielności

Na poziomie podświadomym narcyz sprawia, że Ofiara czuje się cały czas gorsza, cały czas czemuś winna. Kiedy jednak zaczyna ona już coś przeczuwać i próbuje uwolnić się z narcystycznego omotania – uruchamiany jest cały zestaw, wspominanych wyżej, mechanizmów kontroli. Dla Ofiar narcyzów, życie z takim człowiekiem staje się nieustanną gehenną. Gehenną o tyle, że na początku sami nie wiemy o co nam chodzi. Czujemy tylko, że coś  jest  nie w porządku, że coś nam się nie zgadza, coś nas od środka wysysa i zjada – lecz pojęcia bladego nie mamy, co to właściwie jest, a otoczenie zdecydowanie nie pomaga nam w rozwikłaniu tej zagadki.

Z czasem jednak, nabieramy wprawy w nazywaniu po imieniu narcystycznych sztuczek. I kiedy wcześniej się na nie uodporniwszy, zaczynamy coraz jaśniej komunikować o nich narcyzowi, wówczas ujawnia on swoje realne oblicze.

Wspaniałomyślny, spokojny wydawałoby się dotąd człowiek, nagle zaczyna wydzierać się na nas z siłą huraganu, jednocześnie wmawiając nam, że to my sprowokowaliśmy całą sytuację: widzisz co ze mną zrobiłaś/eś, do czego mnie doprowadziłaś/eś?– grzmi z wysokości swego niezadowolenia, nasz domowy „kryształ”. Bądź też: dotychczasowy współpracownik, zaczyna nagle za naszymi plecami „kampanię informacyjną”, dyskredytującą nas w oczach innych ludzi, lub też nie szczędzi wybitnie złośliwych, nasączonym jadem, serwowanych publicznie, uwag pod naszym adresem. Przykłady takie oczywiście można by mnożyć w nieskończoność.

Pomimo faktu, że właściwie dajemy narcyzowi jedynie informację zwrotną na temat tego, co sam wyczynia, reaguje on na nas jak na śmiertelnego wroga. Jak myślicie – czemu tak się dzieje?

Kiedy stawiamy narcyzowi skuteczny opór, czyli wykazujący zupełną niewrażliwość na jego sztuczki oraz siłę nazwania rzeczy, które on czyni – po imieniu, wówczas Intruzja zaczyna „głodować”, rozpoczynając „żerowaanie” na samym tylko Nosicielu, sprawiając mu przy tym niewyrażalny ból. Dosłownie taki, jakby ktoś go żywcem zjadał od środka.

Narcystyczny Nosiciel nie jest jednak najczęściej w stanie zidentyfikować źródła swej boleści (niewielu ludzi umie zajrzeć do środka własnej psychiki, a narcyz już tym bardziej). Dlatego winą za swoje cierpienie, zaczyna obarczać, wybijającą się na niepodległość – dotychczasową Ofiarę, która nie tylko przestała zasilać narcystyczną fasadę, lecz również zaczęła ją niszczyć. W jego oczach to ona sanowi źródło jego cierpienia. Stąd owo zacietrzewienie oraz bezwzględne dążenie do zniszczenia owego kogoś, kto śmiał podnieść rękę na święty, narcyzowy wizerunek. W zasadzie to Intruzja walczy o przetrwanie i stawia w gotowości bojowej cały system swojego Nosiciela, który za wszelką cenę dąży do wyeliminowania zewnętrznych czynników, podważających dotychczasowy status quo.

Trudna próba – kogo przyciągają narcystyczni ludzie i czego nas uczą?

Życie z narcystycznym człowiekiem daje doświadczenie największej z możliwych iluzji, jaką ludzie są w stanie zaserwować ludziom. Jest to zawsze bardzo duża próba, tym większa, im bliższa relacja  łączy nas z takim człowiekiem. Narcyz bowiem doskonale wyczuwa, co cię boli i wie gdzie ukąsić, żeby wywołać w Tobie jak największe poczucie winy.

Co ciekawe, ofiarami narcyzów, padają zazwyczaj ludzie, którzy… głęboko nie kochają siebie, taką prawdziwą, zdrową miłością. Zdrowa miłość bowiem nie pozwala na tkwienie w relacji, w której czujemy, że „na coś nie zasługujemy”, bądź też nieustannie czujemy się czemuś winni czy poniżani (to też jest jedna z metod narcystycznego sprawowania kontroli). Relacje tego rodzaju dotykają ludzi, którzy nie są pewni tego co sami czują i widzą – nie ufają swojej intuicji (mają praktycznie w ogóle wyłączoną syntonię), nie ufają sobie, mają o sobie kiepskie zdanie i uważają, że potrzebują kogoś, kto się nimi „zajmie”, zaopiekuje czy ich zbawi.

Narcystyczne osoby dokładnie punktują nas w miejscach tych psychicznych ran, dosypując do nich soli tak długo, aż ból stanie się na tyle silny, że nie możemy go już dłużej ignorować. W pewnym momencie musimy zareagować i zacząć chronić siebie przed tą wyniszczającą relacją. Dzięki doświadczeniom z takimi ludźmi, paradoksalnie mamy więc szansę nauczyć się szacunku i miłości do samych siebie. Tego, że nikt nie uleczy naszych ran i niedostatków, nie będzie nam „matkował” ani „ojcował”.

Pełna wyzwań droga do wewnętrznej wolności

Kiedy jesteśmy na „polu walki” z narcyzem, zostajemy zazwyczaj sami, gdyż otoczenie najczęściej nie widzi żadnych symptomów krzywdy, która nam się dzieje. Wręcz odwrotnie: często patrzy się na nas z szeroko otwartymi oczami, w których czai się pytanie – „no ale o co ci chodzi – przecież każdy ci zazdrości….(ojca, matki, męża, żony *niepotrzebne skreślić)”. Ma to związek z wcześniej opisanymi zabiegami narcyza, o swój nienaganny wizerunek w oczach bliższego i dalszego otoczenia.

Wówczas stajemy przed wyborem – albo poddać się iluzji roztoczonej przez narcystyczne manipulacje i skazać się na wewnętrzne obumarcie, bądź popełnić to szaleństwo i zaufać w końcu WŁASNYM odczuciom oraz percepcjom. Dojść do wniosku, że skoro czujemy się krzywdzeni, to może faktycznie tak jest, pomimo tego, że mama, tata czy sąsiadki mówią nam, że szukamy problemu tam, gdzie go nie ma?

Jeśli wybijamy się na tego rodzaju niepodległość, czeka nas jeszcze przebrnięcie przez negatywną opinię otoczenia, gdyż (zazwyczaj) walczący z nami narcyz zadbał już o to, by odpowiednio rozprzestrzenić pomówienia na nasz temat, powołując się na swój wcześniej wykreowany – nienaganny, fasadowy wizerunek. Generalnie rzecz ujmując, ludzie nie odnoszą się więc z akceptacją i zrozumieniem dla naszych, skierowanych w stronę odzyskania własnej godności, poczynań. Możemy wówczas dowiedzieć się na nasz temat „bardzo wiele”, przy czym spora część tych „informacji” może pochodzić z inspiracji wlanych w ludzkie uszy, przez naszego narcyza.

Mamy jednak wówczas okazję doświadczyć, że największe nawet, rozpowszechniane na nasz temat oszczerstwa, nie są w stanie zmienić tego, kim w istocie jesteśmy. Dzięki temu doświadczeniu uczymy się, że nasza tożsamość wynika z czegoś głębszego, niż opinia innych ludzi. Że nawet, jeśli stoimy samotnie naprzeciw całej grupy, która twierdzi, że nam „odbiło”, nie znaczy to, że nasze stanowisko pozbawione jest uzasadnionych podstaw, a z nami jest coś nie w porządku. Jest to doskonała okazja, by doświadczyć na własnej skórze, że dobrze zmontowanymi iluzjami, uwieść można nie tylko jednostki, lecz całe ich grupy.

Dzięki tym narcystycznym „ścieżkom zdrowia”, paradoksalnie mamy więc szansę na coś, czego wielu ludzi może niekoniecznie mieć możliwość doświadczyć w tym życiu – mianowicie – skuteczne OBUDZENIE SIĘ.

Twarda lekcja życiowej odpowiedzialności za samego siebie

Wiem, że przedstawiłam tutaj obraz narcyza, który jest dosyć mroczny i może się wydawać nieco nieludzki. W tej wypowiedzi starałam się jednak zwrócić uwagę na narcystyczny mechanizm subosobowościowy, który funkcjonuje pod powierzchnią tego, co potocznie określamy jako życie. Jest on niezwykle bezwzględny, zarówno dla samego jego Nosiciela, jak dla jego otoczenia. Kładąc akcent na Intruzji, jestem również daleka od sugestii, jakoby Nosiciel nie ponosił odpowiedzialności za to co robi. Wręcz przeciwnie, choć narcyz najpewniej wziąłby ten argument jako usprawiedliwienie swojego zachowania 😉

Faktycznie jest jednak tak, że ci ludzie niesamowicie cierpią: nie znają siebie, boją się siebie, odrzucając w zasadzie większość tego, kim są. Dzięki temu, hodują przy sobie bardzo głęboki cień, który jest niezwykle ciężko zintegrować – dlatego też tak chętnie obarczają nim swoje otoczenie. Podejmując próby jego (cienia) integracji, ich system osobowości nierzadko mógłby fizycznie tego nie wytrzymać.

Często jest też tak, że osoby empatyczne czują to głębokie, niewypowiedziane, narcystyczne cierpienie i zazwyczaj trwają w takich relacjach, gdyż w jakimś sensie chcą takiemu człowiekowi pomóc. Jednak tego typu związki są jednymi z najbardziej brutalnych w sensie psychicznym. W bezwzględny sposób serwują bowiem owemu empacie terapię szokową, w której dowiaduje się on, że jedyną osobą, której może on pomóc w tej sytuacji jest on sam, a nie narcystyczny rodzic czy partner.

Zmusza nas to niestety czasami do podjęcia bardzo drastycznych kroków – mianowicie nawet do odejścia od kogoś, kogo możemy bardzo kochać i w jakimś sensie chcieć z nim być. Czasem może to okazać się jedynym rozwiązaniem, by przestać dokarmiać ową narcystyczną Intruzję, która sprawia, że dokładnie wszyscy – Nosiciel oraz jego otoczenie, potwornie cierpią. Wymaga to jednak wcześniejszego poukładania się z samym sobą, wybudowania siebie od nowa, wyleczenia psychicznych ran, które przyciągnęły narcyza do naszego życia. Potem natomiast przychodzi czas na podjęcie decyzji adekwatnych do naszej życiowej sytuacji oraz zrozumienie, że czasami wybory, które są słuszne, nie są łatwe i z pozoru mogą wydawać się absurdalne czy bezduszne.

Podobnie i narcyz – jeśli chce przestać wampiryzować na innych do spółki ze swą Intruzją, musi zmierzyć się ze swoimi demonami sam. Nikt z zewnątrz nie jest w stanie mu pomóc, wybawić go, ukoić jego wewnętrznego bólu. Jedynym lekarstwem jest tu zajrzenie w głąb siebie i poddanie się wewnętrznej transformacji. Jest to niełatwe dla „normalnego” człowieka, dla narcyza musi być to wielokrotnie trudniejsze. Wiem jednak, że zdarzają się ludzie o tym typie osobowości, którzy podejmują tego rodzaju próby, o czym możecie posłuchać w tym filmie  Magdaleny Szpilki: Link

Tak jak powiedziałam na początku: narcyzm – rozpatrywany w kategoriach zaburzenia osobowości – jest ostatnim dzwonkiem alarmowym dla współczesnej ludzkości. Pokazuje on, że zamknięcie w zewnętrznej fasadzie, nieznajomość samych siebie, skutkuje pustynią życiową, tragediami rodzinnymi i psychiczną gehenną. Narcyzm to nie tylko rodzice, którzy przyczynili się do powstania takiego pęknięcia w osobowości.

Cała kultura, w której przyszło nam żyć, opiera się bowiem na narcystycznym paradygmacie. Żyjemy w świecie, w którym wszystko wręcz krzyczy, że najwięcej korzyści przynosi angażowanie się w budowanie swojej zewnętrznej fasady, czyli „stwarzanie siebie” na potrzeby rynku, wymagań systemowych, wymagań pracodawców, wymagań wizerunkowych. Wszystko dookoła wydaje się dzisiaj jawnie potwierdzać, że człowieka ceni się nie za to, jakim jest prawdziwie, lecz za to, czy wpisuje się w społecznie wyznaczone oczekiwania sukcesu oraz piękna. A w zasadzie nie on, lecz jego fasada. Ceni się nas nie za to kim w istocie jesteśmy, lecz za to, czy nasz wizerunek jest zgodny z obowiązującym trendem, Żyjemy w kulturze narcystycznej i nawet jeśli dociera do nas, że coś się tu ogólnie się nie zgadza, to najczęściej nie mamy zbyt wiele siły bądź też czasu, by głębiej się nad tym zastanowić.

Narcystyczni ludzie, którzy nas otaczają, wraz z towarzyszącą im wewnętrzną pustką i emocjonalną pustynią, w pewnym szerszym sensie, poświęcają więc swe życie po to, byśmy się czegoś w końcu nauczyli. Byśmy wyciągnęli wnioski, że produkowanie w nieskończoność świata opartego na fantomach oraz iluzjach, dotyczących samych siebie oraz otaczającego nas świata, nie kończy się niczym dobrym. Doceńmy tą możliwość, którą nam stwarzają i wyciągnijmy w końcu jakieś wnioski z wydarzeń kształtowanych z ich udziałem, bo w przeciwnym wypadku za kilkadziesiąt lat na serio wszyscy wylądujemy w zbiorowym psychiatryku.

Zaciekawiła Cię ta treść? Chcesz otrzymywać informacje o najnowszych wpisach?

Latest comments
  • Woow, przeczytałam jednym tchem! Mam narcyza w moim otoczeniu i ten artykuł tylko wszystko potwierdził. Ale z całego tekstu, najbardziej tknęła mnie jego końcówka związana ze społeczeństwem. Dala sporo do myślenia. Świetny post!

  • Najlepszy artykuł jaki przeczytałam na ten TEMAT. To czysta PRAWDA.Dziękuję kochanie za to,, że zechciałaś go napisać ❤

  • Prześliczny mądry artikel. Dziękuję. Właśnie mi uświadomiłaś Ze żyłam z narcyzem, odeszłam od NIEGO I szukając pomocy dla siebie skutecznie się wybudziłam.

  • I ja mam zdiagnozowanego narcyza w swoim otoczeniu, ale wobec mnie jest niezgrozny – ale może po prostu nie mam takich ran, w które mógłby nasypać soli. Ostatnio doszłam do wniosku, że sama miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo i może dlatego tak to działa.. Niemniej tekst dał mi do myślenia 🙂

LEAVE A COMMENT