Technologia świadomości, która pomaga lepiej zrozumieć samego siebie oraz otaczający świat.
 

Zmiana trybu pracy bloga Res Harmonica oraz to co w życiu najważniejsze

Wiem, że kiedy sama wertuję różne inne blogi, najlepiej czyta mi się te, na których treści umieszczane są w regularnych odstępach czasu i kiedy osoba prowadząca blog bardzo mocno go animuje. Nie mniej muszę Wam powiedzieć, że pisanie z tygodniowymi odstępami tekstów, które wbrew pozorom wymagają bardzo dużego nakładu energii, by je z siebie „wydobyć” – do rzeczy najbardziej prostych niestety nie należy. I kiedy człowieka dopada takie wyczerpanie, pewną pomoc w jego przezwyciężeniu przynosi przypomnienie sobie o tym, co w życiu najważniejsze.

 

Res Harmonica powstała w wyniku mojej miłości do wiedzy – jednak nie takiej książkowej, od kogoś przeczytanej czy uzyskanej, lecz wyzwolonej z meandrów pamięci tożsamości, o wiele głębszej niźli sam człowiek jest. Tak jak powiedziałam, proces jej wydobywania jest energochłonny, gdyż przenieść te informacje można jedynie za pomocą nośnika, jakim jest człowiek, który do tego, by podtrzymywać funkcje życiowe w tym świecie – potrzebuje bardzo przyziemnych paliw.

Jest niestety tak, że ten blog nie jest poświęcony:

  •  śmiesznym kotom
  • zdjęciom dokumentującym ładne wnętrza bądź ubrania
  • nabzdyczaniu się na okoliczność patologii występujących w otaczającym nas świecie
  • różowoduchowemu podejściu do duchowości ( czyli usiądźmy na różowej chmurze i połączmy nasze serca, a uniwersalna miłość wszystko naprawi)
  • kołczerskiemu” podejściu do szczęścia człowieka w tym świecie (czyli twoje myśli po trzech miesiącach wyrabiania w sobie dobrych nawyków zmienią Twój świat)

Gdyby podnosił wyżej wymienione tematy, z pewnością byłoby mi łatwiej. Pod różnymi względami. Nie mniej jednak – zależy mi na tym, by na Res Harmonice było czysto i prawdziwie – pomocnie w sposób realny. Ma to niestety swoją cenę.

No to o co ci kobieto w końcu chodzi?

Wartością, która przyświeca twórczości zawartej na tym blogu, jest skuteczna pomoc w usuwaniu PRZYCZYN, a nie SKUTKÓW „łupieżu”. Do tego potrzeba nie tylko otwartego serca, lecz również przynajmniej podstawowej wiedzy o tym jak działa rzeczywistość oraz odpowiednie ukierunkowanie.

Owo ukierunkowanie wyraża się w tym, co Maslow zawarł w swej drugiej, rozszerzonej piramidzie potrzeb, o której to się nie uczy na uniwersytetach. Naucza się bowiem na nich jej starej wersji, w której najwyższą potrzebą człowieka jest samorealizacja. Tymczasem okazuje się Maslow pod koniec życia rozszerzył swoją teorię, a piramidę potrzeb rozbudował o dodatkowe elementy, której zwieńczeniem jest potrzeba transcendencji. O tym się jednak praktycznie nie mówi.

Impulsy płynące z transcendentnych, pozarozumowych i pozadoświadczalnych obszarów, nadają naszemu życiu trwały sens i znaczenie. To właśnie one są tym, czego każdy z nas mniej lub bardziej świadomie szuka, początkowo identyfikując „to” jako potrzebę posiadania nowej rzeczy, zrobienia kariery w pracy itd. Jednak (i tu już dodam od siebie), samo istnienie tego pierwiastka nie wystarcza, gdyż tak jak wszystko w człowieku, by mogło objawić swój potencjał – potrzebuje odpowiedniego ukierunkowania oraz pielęgnacji. Dlatego też trzeba uważać, komu zawierzać i z jakimi siłami swoją transcendencją się łączyć. Wbrew pozorom, są to bardziej poważne oraz brzemienne w skutki sprawy, niż się to – zwłaszcza dziś – z pozoru wydaje.

Rzeczą nie aż tak trudną jest skupić ludzką uwagę oraz świadomość – sztuką jest przekazać takie impulsy, by szła później sama, w prawdziwe uwalniającym dla siebie kierunku – w kierunku światła prawdziwe żywego, a nie jego pięknie skomponowanej, łatwo dostępnej iluzji.

Łączenie się z żywym światłem nie jest procesem łatwym – gdyż tu nie ma miejsca na żadne zatajenia, niedopracowania czy powierzchowność. To proces wymagający fundamentalnej przemiany osobowości, w pewnym sensie jej wręcz „wymiany”. Dlatego kiedy słyszę mowy motywacyjne niektórych znanych „kołczy”, którzy klarują o „wymyślaniu nowych wersji samego siebie”, to nie mogę pomyśleć o nich w inny sposób jak o narzędziach służących do tego, by wpędzić ludzką świadomość na mieliznę życia. Tym sposobem (wbrew deklarowanym przez nich intencjom), ich nauki służą temu, by ludzie mogli na własnej skórze przekonać się, że proponowane przez nich – oraz przez tzw. potoczne podzielane potrzeby – rozwiązania są tymczasowe, powierzchowne – są domami budowanymi na piasku.

Ile trzeba takich domów zbudować i stracić, by w końcu się połapać, że tego typu rozwiązania są fake’iem? Najpewniej wiele. Dopóki ludzka świadomość sama nie rozpozna swojego położenia, dopóty sama nie dojdzie do tego, że tutejszy świat jest czymś w rodzaju „czyśćca” – środowiskowym mechanizmem, który ma za zadanie wskazać to, co nie harmonizuje się z żywym światłem oraz wydobyć te zakłócenia na powierzchnię celem – paradoksalnie – ich uzdrowienia.

Sęk w tym, że obecnie brakuje narzędzi do przeprowadzenia ostatniego etapu tego procesu, gdyż nie ma praktycznie ognisk świadomości ludzkiej, które dysponowałaby innym, wynikającym z ukierunkowania na wspomniane wcześniej żywe światło – stanem bycia.

Te, które wcześniej funkcjonowały w powyższej roli, z czasem przekształciły się w swoje zaprzeczenie. Współcześnie zatem, instytucje takie jak np. KK, pomimo faktu, że w dzisiejszych, kryzysowych czasach wielu ludzi zwraca się w ich kierunku, szukając duchowego wsparcia – niestety nie są w stanie wypełnić swojej roli. I bynajmniej nie dlatego, że powołują się na nieprawdziwe teksty źródłowe, lecz (głównie) dlatego, że ludzie pełniący w nich funkcje kapłańskie, nie urzeczywistniają realnie swoich nauk. Innymi słowy – tkwią w iluzji duchowości. W miejsce bycia przykładem żywej alchemii wewnętrznych przemian, przykładem tego, że przemiana ołowiu w złoto jest tak samo realna jak oddychanie. Paradoksalnie, (często wbrew własnej woli, motywacjom i przekonaniom), stają się takimi samymi strażnikami ziemskiego więzienia, jak banksterzy czy skorumpowani politycy.

Jako przeciwwaga dla powyższego zjawiska „zinstytucjonalizowanej transcendencji”, pojawiła się cała masa duchowości „alternatywnej”, w ramach której ludzie tańczą wokół ognisk, channelują, medytują, „łączą się z matką ziemią i ojcem niebem”. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że zazwyczaj nie do końca zdają sobie sprawę, z jakimi dokładnie „porządkami magnetycznymi” oraz siłami, wchodzą za pomocą tych praktyk w łączność. Podobnie zresztą, jak większość mniejszych i większych książąt Kościoła, odprawiając swoje rytuały. Jednym słowem – rozpowszechniony dzisiaj new age, jest jedynie przeciwnie spolaryzowaną analogią, dla wyżej wspomnianej zinstytucjonalizowanej, kościelnej transcendencji. Ukierunkowanie jednych i drugich na żywe światło, żywą rzeczywistość, jest bowiem tak samo pozorna. Choć nawzajem się zwalczają, wytykając błędy i określając się nawzajem dziełami szatana, są w zasadzie tym samym: strzępami wiedzy i praktyk, która byłaby prawdziwa, gdyby tworzący ją ludzie realnie urzeczywistniali to, co teoretycznie wiedzą 😉

Nowa nadzieja

W tym wszystkim jest jednak nadzieja, gdyż jakimś cudem wiedza związana z wewnętrzną alchemią przemian, przetrwała próbę czasu i powoli się odradza. Są miejsca, w których jest obecna, choć na razie mówią one jeszcze językiem starej Epoki Ryb – przez co mogą przedstawiać się jako mało atrakcyjna, zakurzona stara biblioteka i brzmieć trochę niezrozumiale. Grupy osób tworzących te środowiska, są jednak wrażliwe na język ognia i żywe światło, które nim (językiem ognia) animuje. Są w tych grupach ludzie, którzy potrafią je w dużym stopniu przez siebie przepuszczać, dzieląc się nim z innymi i dając tym samym ludziom realne wsparcie. Zaznaczam jednak, że mogą mówić przy tym nieco niezrozumiałym językiem i z uporem maniaka, okopywać się w niedostosowanych do współczesnych czasów – formach przekazu.

Pola tworzone przez ludzi ukierunkowanych na żywe światło, są miejscem duchowej pracy, w którym człowiek może realnie wzrastać w swym prawdziwym człowieczeństwie – w tym, co sprawia, że słowo „człowiek” brzmi naprawdę dumnie. Jeśli ktoś rozpoznał już różne oblicza iluzji duchowości i tkwi aktualnie w głębokim rozczarowaniu, informuję, żeby nie tracił nadziei, ponieważ jest to absolutnie prawidłowa kolejność doświadczeń. Na szczęście nie wszystko na tym świecie jest fake'iem, jednak siłę rozróżnienia w takich kwestiach może dać jedynie.... własne doświadczenie.

Jeśli chodzi o blog Res Harmonica, nie jest on miejscem żadnych duchowych praktyk, nabywania okultystycznych supermocy, czy też symbolicznie pojmowanych, tabletek przeciwbólowych. Niczego takiego tutaj nie znajdziecie. Swoją pracą oferuję natomiast rzetelną wiedzę, która służy wsparciu wszystkich wewnętrznych procesów alchemicznych przemian, służących „wykluwaniu się z ludzika”.  Bo serio – wykluć się jest niezwykle ciężko. To nie jest praca dla tych, którzy chcą nabyć jakieś fajne „abrakadabra” czy uciec od tej rzeczywistości. Decydując się na krok tego rodzaju, trzeba zdecydować się na wzięcie za siebie odpowiedzialności w sposób bezwzględny.  To proces, który zmienia zupełnie wszystko – tak jak powiedział jeden pan, którego z imienia nie wymienię, gdyż miłościwie nam panujący KK bardzo się napracował, by odpowiednio źle się kojarzyło – „kto chce zyskać życie, musi je najpierw stracić”.  Nie nie nie, no co wy – nie wszyscy naraz, nie pchajcie się tak! 😉

Jak się więc domyślacie, takie rzeczy – raz – nie klikają się, dwa – wymagają ogromnego skupienia uwagi, by pisane były w odpowiednim ukierunkowaniu, czyli innymi słowy „nieludzikowaniu”. Dlatego bardzo Was przepraszam, lecz nie zdziwcie się, jeśli na blogu posty będą pojawiały się nieregularnie i z większymi przerwami niż dotychczas, bądź też opatrzone będą mniejszą mięsistością informacji w nich zawartych. Jest to bowiem praca, która wymaga dużej koncentracji oraz spokoju, których nie zawsze – z przyczyn przyziemnomaterialnych – mam wystarczająco dużo.

Drukuj
Latest comment
  • Dziękuję za światło w tunelu ☺

LEAVE A COMMENT