RESHARMONICA - CZYLI JAK CZYTAĆ RZECZYWISTOŚĆ
 

3- Apokalipsa, Wzniesienie i New Age

tekst napisany w 2015 roku

Chęć skomponowania tego tekstu chodziła już za mną czas jakiś, uporczywie domagając się przelania w formę bardziej konkretną, niż obrazy zaplątane w nieprzyjemnych odczuciach bliżej niezidentyfikowanego zgrzytu oraz niezgodności. Mam bowiem wrażenie, że w obszarze naszego istnienia dzieje się aktualnie coś bardzo ważnego, coś czego nie postrzegamy z dostateczną jaskrawością, ponieważ ktoś inny bardzo umiejętnie poprzestawiał akcenty naszej uwagi. Tym samym w czasie, którego pozostało niewiele, na ostatniej prostej przed metą zasiedliśmy radośnie na murawie, gdyż naszej uwadze umknął fakt, że zamieszczono ją nieco dalej niż miejsce w jakim odbywa się aktualnie nasz piknik. Przypuszczam, że ten entuzjazm wygasł nieco z uwagi na fakt, że rok 2012 nie okazał się tak spektakularny jak oczekiwano: nie wydarzyło się nic tak oczywistego i gwałtownego na tak wielką skalę, jak spora część z nas po ciuchu najpewniej miała nadzieję obserwować.

Dzisiaj jak sądzę – w środowiskach alternatywnych panuje przekonanie, że oto wkroczyliśmy w nowy świat i teraz trzeba będzie go budować, powoli czekając, aż na jaw wypłyną liczne manipulacje oraz nadużycia, jakich dopuszczają się dzisiaj ci, którzy rządzą tą planetą. Otóż zgodnie z tym dającym się zaobserwować memem, należy teraz oczekiwać, by informacje te dotarły do ludzi na większą skalę. Wówczas stworzą się warunki do tego, by móc zacząć przekształcać naszą planetę w krainę dobrobytu oraz szczęśliwości. Już dzisiaj więc powinniśmy zacząć się organizować i projektować przyszłość, bo przecież od tego zależy to, czy wreszcie zrealizujemy nasz potencjał jako ludzkość. A ponieważ czarna agenda przy pomocy „sprzyjających nam” gwiezdnych braci została mocno osłabiona, mamy więc pole otwarte do tego, by zwyciężać ów niegodziwy system „miłością”, bądź też „wiedzą, rozsądkiem i świadomością” – co kto woli może sobie wybrać 😉 Wydaje nam się, że kiedy już obalimy „rządy banksterów”, uwolnimy energię, zamieszkamy w ekoosadach, zaczniemy jeść bardziej ekologiczne jedzenie, nasz dzień pracy nie będzie obejmował przymusowych ośmiu godzin, a państwo nie będzie nas ograbiało z uczciwie zarobionych pieniędzy:-wtedy nadejdzie wyczekiwana Nowa Ziemia. Oczywiście nie muszę dodawać, że w warunkach tych ludzie będą dla siebie bardzo mili i sympatyczni oraz zapanuje tak bardzo wyczekiwana sprawiedliwość wraz z warunkami generującymi zasłużony wzrost oraz rozkwit tłamszonej przez tysiące lat ludzkiej świadomości.

New Age’u krajobraz przekrojowy

Wydaje się więc, że owa rewolucja ma mieć miejsce w szeroko pojmowanym „ruchu rozwojowym”, jaki mam przyjemność od jakiegoś czasu obserwować, w którym przyjemność miałam również czas jakiś temu aktywnie uczestniczyć. Bardzo ciekawym jest obserwacja tego zjawiska, gdyż znaleźć w nim można imponującą różnorodność. I tak dla sportu możemy w tym żyjącym kolażu wyodrębnić następujące kategorie tematyczne:

  1. Grupy skupione wokół jakichś idei z liderami sprawiającymi wrażenie, że ci dokądś owe grupy (i ich sympatyków) prowadzą. Cechą charakterystyczną dla nich jest tu występowanie jakiegoś planu (bądź wyobrażenie na temat jego istnienia ;)), na bazie którego podejmowane są przez nie działania mniej lub bardziej konkretne, zmierzające do jakiegoś celu -najczęściej rysowanego uczestnikom w postaci jakiejś poruszającej idei.
  2. Kolejną kategorię stanowią prywatne „kościoły” skupiające się wokół silnej osobowości, która je do siebie przyciąga. Mechanizm dający podłoże dla zaistnienia takiego zjawiska można opisać jako jedno duże ego skupiające setki małych ego. Tu często nie podejmuje się żadnych działań „kolektywnych”, a jeśli już, to akcent bardziej pada na dowódcę niż na konkretne działanie.
  3. Artyści, wrażliwcy, prawie – mistycy, którzy koncentrują się na dzieleniu swoimi odczuciami oraz wewnętrznymi stanami. To z ich ust bardzo często padają słowa o „miłości” oraz „jedności”, które nadawane na falach – przepraszam jeśli to kogoś urazi – sporego uniesienia pochodzącego z subtelnomateralnych regionów własnego systemu mikrokosmicznego, potrafią brzmieć bardzo przekonująco, zwłaszcza dla ludzi poszukujących pewnego rodzaju ulgi w tym świecie.
  4. Różnego rodzaju healerzy, doradcy oraz „duchowi uzdrowiciele”, którzy nauczanie oraz pomaganie innym traktują jako swoją życiową „misję”, będącą nierzadko podstawą ich materialnego utrzymania.
  5. I na koniec truthseekerzy: poszukiwacze ukrytych tajemnic, zagadek związanych z UFO, Nowym Porządkiem Świata, manipulacjami elit, porwaniami prze kosmitów oraz ogólnie praktykowanym zakłamaniem i niepraworządnością obecną w tym świecie, jak również mechanizmami rządzącymi rzeczywistością, o których nie mówi oficjalna nauka.

Oczywiście to podział bardzo umowny, ponieważ kategorie te dowolnie oraz w dowolnych konfiguracjach mieszają się ze sobą i tworzą bardzo zróżnicowane „produkty końcowe”, zazwyczaj rywalizujące ze sobą o uwagę publiczności.

Wśród tych wszystkich wyżej wymienionych osobliwości z grubsza można wyróżnić 3 nurty światopoglądowe:

  1. Pierwszy z nich jest dominujący w New Age i osobiście nazywam go „różową duchowością”. Głównym paradygmatem w nim występującym jest „energia miłości”. Innym ważny punkt to to, że wszystko jest takie jak to postrzegasz (czytaj: wystarczy więc zmienić percepcję, a otaczający cię świat się zmieni) lub też inaczej : kiedy zamknę oczy to mnie nie widać. Uduchowienie rozpoznaje się tutaj na podstawie ilości tak zwanej „słodyczy” oraz „pozytywnego myślenia”.
  2. Drugi dopiero się kształtuje i zasięgiem swoim jest zdecydowanie mniejszy, chociaż prawem wahadła za czas jakiś będzie miał najpewniej i swoje pięć minut. Występuje on jako przeciwwaga dla wyżej wymienionego i biegunowo przedstawia opozycyjne treści. Nie ma w nim miejsca na egzaltację, pada tu akcent na wiedzę ubraną w zbliżający się do ziemskiej naukowości mundur, o której mówi się raczej sucho i metodycznie. Ponieważ główny nurt New Age raczej już się wypalił – skompromitował, wyczerpał – jakkolwiek by na to nie patrzeć – dwubiegunowa dynamika naszej przestrzeni wskazuje na to, że z czasem uwaga ludzi przekieruje się właśnie w takie regiony światopoglądowe. Tutaj akcent pada na przeciwwagę dla „energii miłości”, którą jest „wiedza, rozsądek i świadomość”. Tu wykorzystuje się często bardzo konkretne modele, które ukazują fragmenty zaawansowanej wiedzy z zakresu budowy i mechanizmów działania rzeczywistości, kładzie się nacisk na trzeźwość myślenia i racjonalność oglądu.
  3. Trzecim nurtem jest negowanie wszystkiego prócz wąskiego zakresu, którym dany człowiek akurat się zajmuje. Ten profil światopoglądowy, nawet jeśli tytularnie zajmuje się abstrakcyjnymi kwestiami, to realnie trzyma nos bardzo blisko ziemi w sensie podstaw z których wyprowadza wnioski do prezentowanego przez siebie światoobrazu. Często bazuje na „dowodach” lub „poszlakach”, które można zdobyć w ramach ziemskich tzw. „dowodów materialnych”: może to dotyczyć zarówno spraw „duchowych” jak również „poszukiwań zakrytych tajemnic”. Najczęściej ta postawa światopoglądowa jest praktykowana wśród „właścicieli prywatnych kościołów”, których celem jest przecież skupienia uwagi sympatyków na sobie, niekoniecznie na konkurentach 😉

Wszystko powyższe stanowi razem stanowi coś w rodzaju półki jaką możemy znaleźć w empiku, a na której wystawione są artykuły do hand-made: przeznaczonych do kreatywnej twórczości własnej. Możemy tu również przybrać  dostawcy materiałów z których potem inni mogą korzystać w swoich pracach/poszukiwaniach 🙂 Wyposażeni w taki oto ekwipunek stoi przed nami zadanie wkroczenia w nowy, lepszy świat…. Osobiście jestem również wyposażona: mam już popcorn oraz wygodny fotel, będę obserwować jaką nową wersję powtarzanej przez milenia historii to wszystko przybierze. W sumie nowy remake filmu, jaki ogląda się w kółko od tysięcy lat może być bardzo ciekawy: kolor butów głównego bohatera może zamienić się z czarnego na brązowy, a kryształowy żyrandol na papierową lampę, wszak przecież nie sposób nie zauważyć wkładu Ikei w kształtowanie świadomości naszych czasów 🙂 

Wszystko to może z boku lekko zabawnie brzmieć, sprawa posiada jednak spory znacznik istotności, gdyż ów „ruch alternatwyny” skupia wielu ludzi „dobrej woli”. Są wśród nich co prawda takie osoby, których życiowym zadaniem są niekończące się poszukiwania, jest jednak  tu również wiele dusz, których przepłynięcie przez ten „duchowy” supermarket jest wpisane w ścieżkę niezbędnego doświadczenia mającego na celu nabycie przez nich siły rozróżnienia między straganem odpustowym, a tą właściwą Duchowością. Między iluzją duchowości, a jej wewnętrznym, głębokim i żywym doświadczeniem. Jestem też zdania, że  takie osoby  należą do tych, które mogą cokolwiek tu zmienić i wcale nie oznacza to, że ich zadaniem będzie robienie „czegoś” w kategoriach w jakich potocznie zwykło się myśleć o „robieniu”.

Osobiście w zasadzie nawet nie jestem tutaj za potępianiem czegokolwiek, jednak nie popieram łączenia  wymienionych wyżej elementów „alternatywnorozwojowej” układanki z Duchowością. Są to na pewno kwestie, które mogą poprawić bieżącą jakość życia, jednak zasadniczo niczego nie zmieniają. Wszystko to są materialne/egzystencjalne formy wzruszenia i pobudzenia do większego działania naszego materialnego (również tego subtelnomaterialnego) potencjału, co bez pewnego bardzo konkretnego stanu bycia (aktywnej osi wertykalnej w mikrokosmosie) jednostek, które się nimi posługują, prowadzi jedynie do kolejnej wersji tego samego spektaklu, który ma tu miejsce poprzez millenia, którego tytuł brzmi Staraliśmy się jak nigdy, wyszło jak zawsze.

Dlatego też na TEN MOMENT sugerowałabym traktować właściwą Duchowość jako coś, co jest od powyższych zjawisk oddzielone. Nie znaczy to, że uważam, że nie ma Miłości ani Jedności, bądź też Rozpoznania i Świadomości: one jak najbardziej są, jednak bez pewnego przygotowania człowiek chociażby chciał, to nie jest w stanie WŁAŚCIWIE tego pojąć.

Międzywymiarowy konflikt

Wszyscy pamiętamy, że bardzo przyczynił się do całego New Age’owego rwetesu kalendarz Majów, który kończył się 21.12.2012. Data ta budziła niemało emocji. Pojawiały się spekulacje na temat przebiegunowania, bądź tez licznych kataklizmów mających rzekomo pojawić się na planecie, a już na pewno wyczekiwano licznych spektakularnych zmian, które w sposób bardzo jednoznaczny i uderzający niestety nie miały miejsca. Środowiska New Age’owe mówiły o wzniesieniu (cokolwiek to znaczy 🙂 ), niektórzy tokowali o fali 2012, generowanej przez piony galaktyczne niosącą nowe informacje, stanowiące nowy „zastrzyk” i „kopa ewolucyjnego” dla naszej planety. Okres poprzedzający ten punkt czasowy wzniósł naprawdę niebywałe mrowie informacyjne: ogromne poruszenie, w którym każdy kto żyw i bardziej zaprawion w trudnej sztuce skupiania na sobie uwagi publiczności, wypowiadał się od swoich odczuciach, przeczuciach, oczekiwaniach i predykcjach na okoliczność tego co ma się tu zadziać. Jednak kiedy w przewidywanym momencie nie nastąpiło wiekiem bum!, w zasadzie wszyscy przystąpili do piknikowania. No więc o co w końcu tu chodziło z tym 2012?

Jak wiemy, nasza planeta jest częścią większego systemu, jaki zazwyczaj w pierwszej kolejności łączymy z galaktyką. Jednak jest to dopiero początek szerszego kontekstu w jakim można rozpatrywać nasze położenie. Problem polega na tym, że to co dzieje się obecne na ziemi jest odbiciem różnego rodzaju dramatów o znaczenie szerszym zakresie niż jesteśmy w stanie przypuszczać.

Dzisiaj w zasadzie wszyscy zapomnieli (bo z pieczołowitością o to zadbano), że oryginalny ludzki ród (co mam na myśli wypowiadając te słowa jest wyjaśnione w artykule „Prawdziwe pochodzenie ludzkości”) został umieszczony w centrum międzygwiezdnego i międzywymiarowego konfliktu, ponieważ oryginalnie miał służyć jako opiekun i strażnik starożytnych portali Uniwersalnych Gwiezdnych Wrót: systemu połączeń między wymiarami naszego wszechświata uniwersalnego (czyli Matrycy Czasu), za pomocą którego zostało zasiane pierwotnie życie w naszym Czasie Uniwersalnym, czy też simulacrum w jakim obecnie postępuje cielesne doświadczenie naszej świadomości. Innymi słowy to, co potocznie nazywamy wszechświatem uważając za całość boskiego objawienia jest matrycą czasu – jedną z wielu. Składa się ona z kilku warstw: dokładnie jest ich 15, przy czym 12 z nich umieszczone jest we „właściwej” materii, a pozostałe 3 pełnią funkcję łącznika pomiędzy tym co „właściwo- materialne” a tym co poza -materialne: nieobejmowanlne dla nas z perspektywy obecnego doświadczenia czasoprzestrzeni w jakie jesteśmy uwikłani. Te warstwy wszechświata układają się niczym matrioszki jedna w drugiej, a naturalne przejścia między nimi nazywane są Uniwersalnymi Gwiezdnymi Wrotami. (Patrz artykuł „Co wydarzyło się w Kolebce Lutni”). Nasza planeta jest połączona z tym Uniwersalnym Systemem Gwiezdnych Wrót, a przejęcie kontroli nad jej terytoriami wiąże się automatycznie z dostępem do innych jego portali. Dlatego też chciałabym zwrócić uwagę na to, że NWO kontrolowane przez rasy reptiliańskie można potraktować jako wisienkę na torcie, bądź też kwiatek do kożucha w całej tej imprezie. Warto wiedzieć co się dzieje na naszym podwórku, jednak warto mieć też ogólny obraz oraz kontekst w jakim to wszystko się rozgrywa, w miejsce koncentrowania się na jednym, znajdującym się przy koniuszku nosa wątku i zafiksowując się na nim. Obecnie więc dwa obozy istot, które bynajmniej nie należą do linii rozwojowych opartych na wiecznie żywej biologii walczy o kontrolę nad ziemskimi gwiezdnym wrotami, które znane są również jako korytarze Amenti.

Zatem o co chodzi z tymi Gwiezdnymi Wrotami?

Na początku nadmienię, że wszystkie bardziej techniczne i szczegółowe informacje są zaczerpnięte z publikacji Ashayany DeaneOczywiście ma ona swoich przeciwników jak też zwolenników, nie mniej wynikiem bardzo subiektywnego osądu uważam je za trafne- dlatego też pozwalam sobie na posiłkowanie się tym modelem dla naświetlenia natury i mechaniki niektórych kwestii.

Każda planeta i gwiazda posiada takie wrota w swoim rdzeniu. Otwierają się one i zamykają w różnych punktach długoterminowych cykli czasowych związanych z naturalnym rozwojem ewolucyjnym. Cykle te nazywają się Ejugami i można je traktować jako miarę/wielkość opisującą domykający się zakres danego etapu procesu kreacji. Na Ziemi cykl ten wynosi w naturalnym rytmie 26 566 lat. Moment „domknięcia się” tego cyklu nazywany jest Kale-Jugą i w tym czasie obiekt, którego dotyczy ten cykl może podążyć trzema drogami:

Pierwszą z nich jest wzniesienie, czyli naturalny proces ewolucji świadomości. Kiedy planeta jest zdrowa, to taki czas oznacza dla niej że ona sama, bądź też część odczuwającej świadomości jaka ją zamieszkuje, przechodzi przez gwiezdne wrota o „piętro wyżej” w ramach uniwersalnego układu wymiarowego. Chodzi o to, że określona masa świadomości (czyli np. grupa ludzi) zakończyła swoje doświadczenie w materii danego zakresu (wymiaru), zatem przenosi się z całą swoją ucieleśnioną świadomością(ciałem/ciałami) wraz z całą tożsamością w dalszą podróż po drabinie egzystencji, celem ostatecznego opuszczenia materialnego doświadczenia – czyli uzyskania mistrzostwa w jego zakresie. Jest to naturalna droga ewolucji, jaka została pierwotnie zaprojektowana dla świadomości inkarnującej  w naszej matrycy czasu: bycie wiecznie żywą istotą, która wędruje przez czas i przestrzeń z ciągłością swojej tożsamości, by końcem tego doświadczenia wydostać się poza czas, wyrzeźbiwszy świadomość własnym unikalnym doświadczeniem. Na tym polega Wielki Obieg Alchemiczny, czy też wędrówka Koziorożca przez Ziemię. Gnostycy ten obszar egzystencji nazywają „boską dialektyką”.

Oczywiście nie muszę dodawać, że obecnie takimi istotami nie jesteśmy. Utraciliśmy naszą tożsamość jako Istot Wiecznego życia i wraz z innymi gwiezdnym plemionami popadliśmy w alternatywną, upadłą linię rozwojową, w której ciała istot umierają (w różnej rozpiętości czasowej) a świadomość musi inkarnować w nowe tożsamości. Rzeczywistość tą gnostycy nazywają „naturą śmierci”. Dodatkowo wzniesienie na naszej planecie nie występuje, gdyż ona sama jest osłabiona, chora i wyczerpana wskutek działalności gwiezdnego otoczenia, zmierzającego w mniej lub bardziej brutalny sposób do przejęcia jej terytoriów.

Drugą opcją wyboru podczas okresu otwarcia gwiezdnych wrót jest KALE- REMA: jeśli nie udało nam się aktywować tego co trzeba, by przejść przez Gwiezdne Wrota w trakcie ich otwarcia – można wówczas „cofnąć się o krok”, zmaterializować z „czystą kartą” w innym punkcie czasoprzestrzeni w nadziei na to, że tym razem uda się skompletować niezbędny ekwipunek do tego, by móc wspiąć się „piętro wyżej”. Gnostycy mówią o tym zjawisku jako o nocy kosmicznej, w czasie której wszystko czego do tej pory doświadczyliśmy – czyści się i możemy zacząć od nowa naszą wędrówkę ku uwolnieniu.

Trzecia opcja to KALE- DEMA. Kiedy utkniemy w takim punkcie nie możemy się ruszyć ani do przodu, ani do tyłu. Inkarnujemy tu w kółko aż nasza iskra ducha wypali się (bądź też zostanie zabrana- w wersji gnostyckiej), nasze ciała zamienią się w gwiezdny pył, a świadomość stanie się elementem lokalnego środowiska. Czasem może być tak, że owo środowisko po jakimś czasie jednak również się wzniesie – dzięki czemu nic nie zostaje dla Źródła utracone, zmienia się tylko forma w jakiej ów powrót ma miejsce.

Zatem – wzniesienie jest związane z ewolucją w obrębie wcześniej ustalonej zasady, w ramach której postępuje kreacja. Zachodzi ono, kiedy planeta jest zdrowa – a tajemnicą poliszynela jest, że nasza do takowych nie należy. Gwiezdne wrota otwierają się i zamykają co jakiś czas, w zasadzie wtedy kiedy pojawia się lub znika na danej planecie jakaś rasa. W tym czasie system planetarny staje się bardziej wrażliwy oraz plastyczny, pewne rzeczy dzieją się szybciej, co pozwala na to, by efektywniej przeprowadzić strategiczne operacje zmieniające ogólne warunki w danym układzie, gdyż zmiany takie są później traktowane jako „naturalny stan rzeczy”. Przykładem tego jest precesja równonocy, którą wręcz nawet w pewnych czasach świętowano, a która jest wynikiem celowej manipulacji naszym układem słonecznym przez takie siły, którym bynajmniej na naszym dobru nie zależy…

Manipulacja przy cyklach czasowych

Tak jak napisałam, jest wiele ras, które rywalizują między sobą o kontrolę nad ziemskimi gwiezdnymi wrotami i w celu uczynienia tego sięgają do wielu osobliwych technik. Jedną z nich jest manipulacja przy cyklach czasowych. Otóż niektóre istoty posiadają możliwości tak przekraczające nasze wyobrażenia na temat czegokolwiek, że skutki ich działań odbieramy jako „coś naturalnego”, jako coś, co jest stałym elementem krajobrazu naszego życia. Stosowano na ludzkości tak wiele manipulacji, że pewnie dwóch lat nie starczyłoby na ich całościowe wyrecytowanie. W tym miejscu pragnęłabym się skupić na jednym z nich, które bezpośrednio dotyczy zamieszania toczącego się wokół końca świata w 2012 roku. Tak jak wspomniałam, wg Ashayany, ziemskie wota otwierają się co 26 556 lat, jednak w innych publikacjach znajdują się również informacje, iż cykl ten trwa 25 920 lat (to można znaleźć u Drunvallo Melchizedeka). Widać więc tutaj drobną nieścisłość numeryczną.

Ponieważ, tak jak wspomniałam, Ziemia z różnych względów jest bardzo cennym towarem : dla jednych jest furtką do panowania nad systemem gwiezdnych wrót, dla innych pożywieniem (mowa o istotach zamieszkujących alternatywny system upadku), dla innych cenną wartością samą w sobie, którą po prostu należy chronić – każda ze stron tego zamieszania dokłada wszelkich starań, by zadośćuczynić względem niej swym zamiarom. Jednym z takich posunięć jest w sensie dosłownym manipulacja Czasem. U Drunvallo widzimy krótszą wersję tego cyklu – ponieważ odwzorowuje ona właśnie dokonaną na czasie manipulację: skrócenie ziemskiej Ejugi w sensie dosłownym. W konsekwencji mogło to doprowadzić do przebiegunowania planety, gdyż otwarcie gwiezdnych wrót sprzęgłoby się wtedy z innymi cyklami gwiezdnymi, które nakładając się w nienaturalny/ nieharmoniczny sposób na siebie, mogły doprowadzić do takiego zdarzenia. Majowie (którzy znali i stosowali starożytną wiedzę dotyczącą tych tematów) za pomocą swoich technik metrycznych po prostu wyliczyli ten moment na sławetną, dobrze znaną nam datę, o czym fama po prostu dalej się rozniosła. Gdyby nie szczególna interwencja sił naprawdę nam sprzyjających – taki scenariusz najpewniej byłby się zrealizował, jednak do tego po prostu nie dopuszczono – i bynajmniej nie uczestniczyła w tym Galaktyczna Federacja, Plejadianie oraz cała reszta channelujących do nas „gwiazd” podszywających się pod naszych „sprzymierzeńców”, pałających do nas „bezwarunkową miłością”. Te prawdzie sprzyjające nam siły pozostają w cieniu i za kulisami wszystkich zdarzeń interweniują  jedynie w tak podbramkowych sytuacjach jak ta, prowadząc  na tej planecie – od momentu jej powstania, nieprzerwaną pracę nad tym, by umożliwić uwolnienie się jak największej masy świadomości, która tu utknęła.

W każdym razie: skutkiem tego wszystkiego jest, że ziemia została splątana z dwoma głównymi spiralami czasowymi: jedną krótszą – sztuczną, drugą dłuższą, naturalną. I tu pojawia się bardzo ważna kwestia: zniekształcone nauki ascendencji znajdujące wyraz w tym co serwuje New Age służyły (i nadal służą) zlinowaniu ludzkiej i planetarnej świadomości z tą krótszą spiralą czasu, co w skrócie owocuje tak naprawdę osłabieniem Orafińskiego potencjału DNA, czyli oryginalnego, minimum 12-sto niciowego kodu genetycznego. Przypominam, że 12 nici DNA to minimum potrzebne do tego, by zamanifestować świadomość Maharyczną (inaczej chrystusową). Świadomość bytująca poza czasem i przestrzenią potrzebuje „pojazdu” z aktywnym minimum 12-sto niciowym DNA. Techniki przypinania się do krótszej spirali sprawiają, że świadomość „przypina się” do scenariuszy, które nie dostarczają warunków umożliwiających aktywację pełni Orafińskiego potencjału, a co za tym idzie – kierują świadomość na dalsze uwięzienie w Czasie.

Fakt-New Age’owe nakręcanie sztucznej spirali czasu może zaprowadzić do życia zapewniającego warunki lepsze niż te, do których przywykliśmy obecnie. Jednak z mojego punktu widzenia nie jest to nic innego jak zamiana klatki na większą i bardziej komfortową tak, by zapomnieć, że nadal jest się w klatce. I jeśli czyjaś wola w tym uczestniczyć – proszę bardzo, jednak miej proszę świadomość w czym bierzesz udział i do czego prowadzą Twoje działania. W głębi swojego istnienia ludzie to piękna i szlachetna rasa. Chętnie lgną do tego co wydaje im się dobre i wewnętrznie tego dobra bardzo pragną, chociaż niestety ich aktualny stan bycia oraz świadomości skutecznie uniemożliwia rozróżnienie Dobra od tak zwanego „dobra” będącego produktem działania „natury śmierci”. Jednak niemal zawsze są pełni dobrych chęci oraz intencji. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że „miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze”. To nie jest wina zepsutej i nienaprawialnej ludzkiej natury. To kwestia tego, że całe millenia ludzkie ziarno tej planety wyrastało w zabagnionych warunkach, w ciemności, duchocie, w niemocy rozpoznania prawdziwego światła Słonecznego. Dlatego każdy przebłysk imitujący Światło oraz świst przypominający tchnienie Wiatru wywołuje duże poruszenie oraz to, że ludzkie ziarno skupia się wokół tych zjawisk, w szczerej intencji wzrastania ku rzekomemu słońcu oraz bycia poruszanym przez domniemany wiatr. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że ową ciemność i zabagnienie wywołują ci, którzy teraz montują te sztuczne światła oraz imitacje poruszeń powietrza. Wykorzystują ludzką tęsknotę za prawdziwym Słońcem i Wiatrem do tego, by owo ziarno zebrać, skupić przy sobie, celem poprowadzenia w jeszcze większą ciemność.

Czas Apokalipsy – czas odsłonięcia

Czas otwarcia Gwiezdnych Wrót nie jest bardzo precyzyjną datą, gdyż z naszego punktu widzenia pozostają one otwarte przez jakiś czas. W ramach naturalnej spirali rozwojowej cykl faktycznego otwarcia wg Ashayany przypadała na lata 2012-2017. Jednak patrząc z dzisiejszego punktu widzenia i wziąwszy pod uwagę, iż czas ten jest wyjątkowy – nie jestem pewna, czy tu nie zaszły jeszcze jakieś zmiany, o których wcześniej nie było mowy.

Często grupy ludzi, którzy określają się jako tzw. „lightworkerzy”, którzy działają na konkretne zlecenie i w przekonaniu, że robią dobrze, zazwyczaj pomagają w przełączeniu „tego co się da” na krótszą, sztuczną spiralę rozwojową. Tutaj faktycznie „czas przyspiesza”, może się wydawać, że rzeczy dzieją się szybciej, a lepiej poinformowani ludzie, którzy tkwią w przekonaniu, że są świadomi cieszą się, gdyż poinformowano ich wcześniej, że takie odczucia wiążą się z tym, że są na właściwym miejscu. Wiele osób aktywnie przyłącza się do różnych prac, medytacji, „naprawiania przestrzeni” nie do końca zdając sobie sprawę z tego co właściwie robią i któremu „bogu” służą….Nadal mówi się o czasach odsłonięcia, czasach w których kurtyna opada obnażając wiele zakulisowych działań, które miały wpływ na to co się dzieje na widocznej dla wszystkich scenie. I takie czasy w zasadzie już nastały…. To nie pytanie czy tylko kiedy zrobi się tu spore zamieszanie. I faktycznie ważne jest tu to, by zachować spokój i nie popadać w nadmierny optymizm, gdyż szykowane jest przedstawienie, którego zadaniem jest wystawienie ludzkości na próbę prawdziwego Rozpoznania.

Zauważmy jak przemyślnie skomponowano tu warunki sytuacyjne. Ludzkość, która odeszła od swojego pierwotnego wzorca rozwojowego, utraciwszy kontakt z Iskrą Ducha w sobie została dodatkowo ograniczona w swojej możliwości postrzegania szerszych pól rzeczywistości niż to, które potocznie na tej planecie traktujemy jako materię. Dodatkowo – w ramach tejże właśnie materii, ograniczono nasze możliwości rozwoju na tyle silnie i radykalnie, że pierwszym pragnieniem jakie nam przychodzi na myśl to to, żeby mieć więcej pieniędzy, być zdrowym i mieć ułożone życie osobiste (czyli ludzi, którzy będą zaspokajali nasze potrzeby emocjonalne). Lepiej poinformowanym ludziom brakuje jeszcze większej ilości wolnego czasu na to, by mogli realizować swoje pasje. Tych trzech pierwszych rzeczy w zasadzie wszystkim brakuje, a ludzie w swojej masie są przekonani, że tak „po prostu jest”, nie mając najpewniej czasu bądź też warunków stworzonych do tego, by zastanowić się, dlaczego ta sytuacja właściwie tak wygląda.

Dodatkowo rzeczą, która została wszczepiona w ludzki system jest to, by winnego jakiegoś zdarzenia, sytuacji, włączając w to swoje własne stany emocjonalne- szukać na zewnątrz. Nikt dzisiaj na przykład nie pomyśli widząc powszechną grabież energii ze strony systemu bankowego „w jaki sposób stan mojego wewnętrznego systemu mikrokosmiczego przyczynia się do zaistniałej sytuacji” . Natomiast popularnością w środowisku alternatywnym cieszą się liczne dywagacje nad wielką niesprawiedliwością i zakłamaniem ludzi, którzy biorą udział w konstruowaniu tej maszynerii. Konsekwencją tego pojawiają się kolejne podziały na „mych” i „onych”. Tymczasem jeśli nawet wymienimy onych na mych, bez posprzątania na własnym osobistym podwórku nic na dłuższą metę się nie zmieni, ponieważ zadziałają te same subtelne mechanizmy, za pomocą których zaktualizuje się ubranka czy postaci pod jakimi będą występowały, a powiedzenie, że „rewolucja pożera swoje własne dzieci” stanie się znów bardzo na czasie.

Bez zrozumienia wewnętrznych mechanizmów kreacji zewnętrznej rzeczywistości i rozpoznania ich jako immanentnej właściwości wszystkich ludzkich istot, kolejne „odsłonięcia” ujawniające niegodziwości oraz nadużycia jakie mają tu miejsce, będą jedynie pretekstem do tworzenia kolejnych „kozłów ofiarnych”, w potocznym rozumieniu będących jedyną przyczyną wszystkich nieszczęść. Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że na razie jedyną metodą znaną ludziom jest owych kozłów usunięcie, które wraz z kilkoma powierzchownymi, kosmetycznymi zmianami oragnizacyjno-logistyczno-strukturalnymi mają zapewnić owego problemu usunięcie.

Weźmy pod uwagę tutaj jeszcze jeden fakt. Owo „odsłonięcie” jest ściśle wyreżyserowanym scenariuszem, którego celem jest tylko uchylenie rąbka tajemnicy oraz nakierowane ludzi na bratobójczą walkę. Już dzisiaj widać nową strategię informacyjną, polegającą na tym, że mass media wysycają przestrzeń informacją bardzo sprzeczną i niepoukładaną tak, że ludzie zaczynają być mocno zdezorientowani. Przykładem jest sytuacja na Ukrainie: czy wiadomo na pewno co tam właściwie się dzieje, kto kogo tam zaatakował, kto kogo podżegał do konfliktu? Nikt nic nie wie nic konkretnego prócz tego, że dzieje się tam jakieś zamieszanie.

Bez odkrycia w jaki dokładnie sposób przebiega STWÓCZOŚĆ pojedynczej jednostki ludzkiej jak też całych jej grup, bez dokładnego zrozumienia tych mechanizmów, oczyszczenia oraz wzięcia absolutnej odpowiedzialności za to, co dzieje się w pierwszej kolejności w naszych osobistych przestrzeniach – będziemy dalej kręcić się w kółko. Możemy budować ekowioski, alterantywne systemy pieniężne, zdrowo się odżywiać i mieć więcej czasu na realizowanie własnych pasji, jednak bez rozpoczęcia poważnej pracy „odwiertniczej” mającej na celu zrozumienie tego jak bardzo wszyscy sami (pojedynczo oraz kolektywnie) tworzymy to co się dookoła dzieje, na czym DOKŁADNIE te mechanizmy polegają, będziemy jedynie realizować te same od tysiącleci scenariusze, co jakiś czas budząc się ze zdziwieniem i wściekłością odkrywając „co nam zrobiono”.

Tego rodzaju zrozumienie mechanizmów jest jedynie wstępem do prawdziwego odsłonięcia. Do zrozumienia, że osobę „dobrą” od „złej” w ludzkim rozumieniu tych słów oddziela tak naprawdę tylko czas, gdyż mechanizmy przestrzeni znanej jako „natura śmierci” nie pozwalają na to, żeby było inaczej. Istnieje zatem taka perspektywa, poza czasem, z punktu widzenia której każdy z nas jest „dobry” i „zły” NARAZ. Więc kim/czym tak naprawdę jesteś? Co to znaczy być dobrym i złym jednocześnie? Dobrozłym – złodobrym istnieniem? Jeśli jest w Tobie dostatecznie dużo siły, pragnienia i wytrwałości, by dotknąć rąbka Prawdy o tym – kolejne zasłony – tym razem wewnętrzne – zaczną warstwami odpadać na zasadzie takiej, jak cebula gubi kolejne swoje płaszcze. I wtedy, jeśli Twoje pragnienie odkrycia Prawdy będzie dostatecznie silne, to poczujesz jak wypełnia Cię Cisza. A w Głosie owej Ciszy poczujesz delikatnie i czułe muśnięcie Absolutu, dotkniesz Miłości i Jedności jaką jest Esencja. Prawdziwa praca zaczyna się w momencie, by ten stan bycia realizować na co dzień w prostych czynnościach. By ten stan bycia stał się naszą codziennością, naszym środowiskiem poruszania się, rutynowego funkcjonowania. By wraz z nim powrócić do wiedzy i zrozumienia tego w jaki sposób działa nasz mikrokosmiczny system. Dopiero z tym wszystkim razem możemy w pierwszej kolejności starać się zatrzymać to szaleństwo, jakie ma miejsce w nas i naszym najbliższym otoczeniu. Dopiero w momencie w którym taka praca u podstaw zostanie wykonana – możemy mówić o jakichkolwiek dalszych krokach, mocno angażujących naszą uwagę oraz energię.

Share Post
No comments

LEAVE A COMMENT

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.